Praca kompozytora jest jak róża, która jest piękna, ale ma też kolce

Sebastian Szymański, wybitny kompozytor muzyki klasycznej. Od 4 lat mieszka w Limanowej. Jest autorem utworu granego na odsłonięcie i zasłonięcie Piety w limanowskiej Bazylice

Jest Pan człowiekiem głęboko wierzącym?
Jestem człowiekiem wierzącym.

Pytam nie bez powodu, bo Pana twórczość jest zdominowana przez muzykę sakralną, a to współcześnie dość rzadkie źródło inspiracji, zwłaszcza dla muzyków młodego pokolenia.
Miłość i transcendencja Boga jest dla mnie najistotniejsza. To ona wyznacza obszar, w którym poruszam się jako człowiek. Tak jakoś wyszło, że pasyjność stanowi przeważającą część mojej pracy, pomimo różnorodności form, z którymi stykam się podczas wielu projektów.

Pana muzyka ma niejako ewangelizować?
Chciałbym dzielić się radością, która towarzyszy mi podczas odkrywania sensu życia. Z punktu widzenia teologii ewangelizacja poprzez muzykę stanowi pewien rodzaj misyjności, który wpisany jest głęboko w serca chrześcijan.

Jest różnica między koncertem w filharmonii a w kościele? Między odbiorcą a rodzajem wzruszenia?
Wszystko zależy od tego, z jakim nastawieniem odbiorca przychodzi na koncert. Jego łzy mogą symbolizować wiele stanów emocjonalnych człowieka. Na pewno dla kompozytora są największym z możliwych komplementów.

W jednym z wywiadów wspomniał Pan, że Pana marzeniem jest skomponować swoją mszę
Tak. Msza, która zostanie wykonana podczas liturgii, może stanowić spełnienie artysty. Jest ona dla mnie najwyższą formą muzyczną.

Urodził się Pan w Warszawie. Dlaczego Limanowa?
Beskid Wyspowy to piękna kraina. Wydaje mi się, że jeszcze nieodkryta. Wielu z moich przyjaciół po mojej przeprowadzce potwierdza te słowa. Pozostają w zachwycie przez długi czas i chętnie tu wracają.

Szybko się Pan tutaj zadomowił?
Widzi pani czwarty rok tu mieszkam i dopiero się rozpakowuję (śmiech). A tak na poważnie, to tak, dość szybko poczułem się tutaj jak w domu.

W wielkich aglomeracjach da się zaobserwować desakralizację?
Desakralizacja dotyka nie tylko miast, choć w nich łatwiej to zauważyć np. poprzez statystyki, ale również wsi. Nie jest to jakiś przełom – towarzyszy nam od wieków i poprzez coraz to nowsze formy stawia przed Kościołem kolejne zadania, z którymi tętniąca życiem wspólnota wiernych świetnie sobie radzi, co może świadczyć o właściwym odczytywaniu i wypełnianiu znaków czasu.

Ichtiologia, ochrona przyrody i krajobrazu, prawo – były próbą szukania właściwej drogi, którą odnalazł Pan na teologii i wydziale kompozycji. Skąd pomysł na takie kierunki studiów?
Wszystkie wskazane powyżej kierunki łączą się w całość i stanowią krąg moich zainteresowań. W moim przekonaniu nie ma piękniejszego połączenia jak sztuka i teologia.

Jak rodzi się muzyka?
Z potrzeby Ducha.

Istnieje coś takiego jak ,,natchnienie”, czy ,,wena”?
Faktycznie czasami łatwiej jest pracować i czasami wszystko przychodzi nagle. Zdarza się jednak, że pisanie zaledwie kilku taktów może zająć wiele dni. To jest wpisane w tą formę aktywności zawodowej. Dla przykładu, dzieło ,,Przebudzenie” do słów ks. Twardowskiego – 30 min muzyki powstawało w 5 miesięcy.

Czym dla Pana jest muzyka?
Narzędziem do przekazywania radości i sensu życia, szczególnie tych ukrytych w cierpieniu.

Od kilku lat odsłonięciu i zasłonięciu figury Matki Boskiej Bolesnej w kościele w Limanowej towarzyszy skomponowana przez Pana intrada. Inaczej pisze się taką muzykę, która jest niejako modlitwą?
Od pewnego czasu każdy z moich utworów swoją tematyką dotyka pośrednio lub bezpośrednio sfery sakralnej. Ucieszyłem się, kiedy ksiądz proboszcz zadzwonił do mnie i poprosił o skomponowanie takiego utworu. Przygotowałem się do tego poprzez zgłębienie historii Piety i Sanktuarium, ale równie ważna dla mnie była osobista modlitwa przed Cudowną Figurą.

Cofnijmy się trochę do przeszłości. Nigdy nie miał Pan dość „poważnych” dźwięków?
Miałem. Pamiętam, w wieku 17 przeżywałem trochę taki bunt. Powiedziałem sobie wtedy: dość, nie chcę już grać klasyki. Próbowałem wtedy szukać własnych dźwięków, dawało mi to większą satysfakcję, niż granie Bacha.

A teraz, kiedy odpoczywa Pan od klasyki, to słucha Pan …
każdego rodzaju muzyki

Każdego? Discopolowe rytmy też?
Nie. Słucham tego, co mi się podoba i tego w czym znajduję jakąś wartość. W tego rodzaju muzyce nie znajduję żadnej wartości.

Wojciech Kilar powiedział w jednym z wywiadów: stale mam poczucie winy wobec ludzi, którzy pracują naprawdę ciężko, ryzykując życie: górników, żołnierzy, strażaków, lekarzy, którzy otwierają ludzkie ciała. To są odpowiedzialne zajęcia, a my się tylko bawimy dźwiękami, słowami, taśmą filmową… Zgadza się Pan z tym stwierdzeniem?
To zależy od dojrzałości osobowej i wiążącej się z nią świadomości. Uważam, że każdy powinien odczytywać swoją drogę życiową. Moja praca czasem nie sprawia mi przyjemności. Nie zawsze jest łatwo. Tę pracę można porównać do róży. Każda róża ma kolce, praca też. Tak jak już wspomniałem, czasem kilka taktów można pisać kilka tygodni. To wtedy jest straszne. Ja nie idę na kompromisy w tym, co robię. Nie lubię rzeczy robionych mechanicznie.

Jak ważna w muzyce jest … cisza?
Wyznacza to „pomiędzy”.

Rozmawiała Krystyna Trzupek

Czytaj więcej: http://www.gazetakrakowska.pl/wiadomosci/nowy-sacz/a/praca-kompozytora-jest-jak-roza-ktora-jest-piekna-ale-ma-tez-kolce,12293418/

Reklamy

One thought on “Sebastian Szymański w GAZECIE KRAKOWSKIEJ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s